Autor: Mieszko Daca

CC: Freepik

11 czerwca na platformie „X” poseł PiS-u Janusz Kowalski opublikował film, w którym stwierdził, że minister Andrzej Domański powinien stanąć przed Trybunałem Stanu. Oskarżenia dotyczyły złamania prawa przez ministra finansów, które miałoby wynikać z braku przyznania subwencji dla partii Prawo i Sprawiedliwość. Ponadto Janusz Kowalski w swojej wypowiedzi zbudował narrację, w której porównał działania ministra do praktyk wykonywanych w państwach autokratycznych (w Rosji i na Białorusi), co przysłużyło się polaryzacyjnym nastrojom.

Abstrahując od słuszności oskarżeń posła Kowalskiego oraz słuszności działań ministra, zwróćmy uwagę na sam plan postawienia członka Rady Ministrów przed Trybunał Stanu.

Organ ten sięga swoimi tradycjami już II Rzeczypospolitej. Wtedy wybuchła słynna afera, w którą zamieszany był minister skarbu Gabriel Czechowicz. Był on oskarżony o zdefraudowanie publicznych pieniędzy, pochodzących z nadwyżki budżetowej. Suma w wysokości 8 milionów była przekazana do dyspozycji premiera Józefa Piłsudskiego, którą wykorzystano do prowadzenia kampanii wyborczej BBWR. Większości sejmowej udało się złożyć i zaakceptować wniosek. Trybunał odesłał sprawę do Sejmu. Jednakże w wyniku niedemokratycznych praktyk, charakterystycznych dla tamtego okresu, Sejm nie zdołał podjąć odpowiedniej uchwały, co poskutkowało porzuceniem sprawy.

W latach 80 ekipa Jaruzelskiego przeprowadziła cykl reform, mający na celu stworzenie, tudzież przywrócenie, instytucji właściwych państwu demokratycznemu. Poza Naczelnym Sądem Administracyjnym, Rzecznikiem Praw Obywatelskich, czy Trybunałem Konstytucyjnym został przywrócony również Trybunał Stanu.

Jedynymi ludźmi jacy zostali nie tylko doprowadzeni przed oblicze Trybunału, ale też przez niego skazani byli były minister współpracy gospodarczej z zagranicą Dominik Jastrzębski oraz były prezes Głównego Urzędu Ceł Jerzy Ćwiek.

Byli oni związani z tzw. „aferą alkoholową”, która polegała na tym, że na wskutek niewystarczających regulacji skarb państwa stracił co najmniej 30 mld starych złotych. Wielu ludzi wtedy sprowadzało wtedy hurtowe ilości alkoholu rzekomo na własny użytek, podczas gdy sprowadzanie alkoholu w celach handlowych objęte było większym cłem.

Trybunał Stanu wydał wyrok w ich sprawie dopiero w roku 1997. Obaj Panowie zostali pozbawieni biernego prawa wyborczego oraz prawa do kierowniczych stanowisk państwowych na okres 5 lat.

Jednakże dalsze próby postawienia przed Trybunałem Stanu kolejnych polityków spełzły na niczym.

Sprawa Emila Wąsacza, prawdopodobnie odpowiedzialnego za nieprawidłowości w prywatyzacji PZU, TP S.A oraz Domów Towarowych „Centrum” uległa przedawnieniu.

W sprawie Zbigniewa Ziobry zabrakło 5 głosów, żeby minister stanął przed oblicze Trybunału.

We współczesnym dyskursie również nie brak zapowiedzi albo nawet gróźb dotyczących postawienia jakiegoś polityka przed TS. Wspomniany na początku artykułu Janusz Kowalski to poseł PiSu, który swe zapowiedzi kieruje w stronę ministra Domańskiego z KO, to tylko jeden przykład składania zapowiedzi bez pokrycia. Dlaczego bez pokrycia?

Przy obecnym układzie sił w naszym systemie politycznym Prawo i Sprawiedliwość może złożyć wniosek poprzez zmobilizowanie 115 posłów, bądź z inicjatywy afiliowanego z partią prezydenta. Jednakże wciąż potrzebne byłoby 276 (czyli 3/5 Sejmu) posłów do podjęcia uchwały. Zapowiadając, więc rozliczenie ministra Domańskiego poseł Kowalski albo miał na myśli przyszłą kadencje Sejmu, która jego zdaniem byłaby na tyle korzystna dla PiSu, by móc postawić ministra przed TS, albo blefował po to by nadać sprawie bardziej poważny ton i podsycać polaryzację albo nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, jak trudno jest postawić członka Rady Ministrów przed TS.

Dla pełniejszego obrazu i po to by być sprawiedliwym, należy również zwrócić uwagę na politykę KO w ramach współczesnego rządu. Nie ulega wątpliwości, że ważnym elementem narracji KO było, zarówno przy kampanii wyborczej, jak i przy zarządzaniu państwem była kwestia rozliczeń poprzednich rządów Zjednoczonej Prawicy. W słynnych „100 konkretach na 100 dni” na 22 pozycji znalazł się zapis o postawieniu przed Trybunał Stanu: prezydenta Andrzeja Dudę; premiera Mateusza Morawieckiego; ministrów: Jacka Sasina, Zbigniewa Ziobrę, Piotra Glińskiego oraz prezesa NBP Adama Glapińskiego i przewodniczącego KRRiT Macieja Świrskiego.

Dla zobrazowania problemu stworzyłem tabelę:

WniosekUchwała
Prezydent (Duda)1/4 Zgromadzenia Narodowego (140 posłów i/lub senatorów)2/3 ZN (373 posłów i/lub senatorów)
Rada Ministrów (Sasin, Morawiecki …)1/4 Sejmu (115 posłów) lub Prezydent 3/5 Sejmu (276 posłów)
Inne organy państwowe (Glapiński, Świrski)1/4 Sejmu, Prezydent lub komisja śledcza50%> Sejmu (116-231) posłów*

*przy co najmniej połowie ustawowej liczbie posłów

Podliczając wszystkich posłów Koalicji 15 października, wychodzi nam liczba 247 lLicząc z 5-cioma posłami partii Razem, która nie weszła w skład rządu). Jak można zauważyć jest to liczba zbyt mała, żeby postawić przed Trybunał Stanu jakiegokolwiek członka Rady Ministrów.

Jeżeliby dodać do tego liczbę senatorów z Koalicji, wychodzi 293 (nie wliczając niezrzeszonych i Koła Senatorów Niezależnych). Z kolei ta liczba pokazuje, że nie byłoby praktycznie możliwe postawienie przed TS prezydenta Dudy.

Jedynie osiągalne przegłosowanie uchwały wydaje się w przypadku prezesa NBP Adama Glapińskiego i przewodniczącego KRRiT Macieja Świrskiego. W przypadku obu polityków, wnioski zostały złożone. W przypadku Świrskiego Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej wyda wniosek prawdopodobnie w najbliższych dniach. Natomiast w przypadku Glapińskiego sprawa ucichła.

Dochodząc do konkluzji, Trybunał Stanu pomimo swojej wielkiej rangi i autorytetu, który wynika również z faktu zawarcia go w konstytucji, jest zbyt często przywoływany w debacie publicznej. Jego częste wspominanie daje złudne wrażenie jego sprawczości. Powoływanie się na TS służy kreowaniu narracji o manichejskiej walce dobra ze złem oraz wzbudzaniu emocji potrzebnych do zmobilizowania elektoratu. Znikoma skuteczność procedur związanych z TS, (TS skazał 2 osoby przez ponad 30 lat) pozwala nam sądzić, że wszelkie obietnice o skazaniu jakiegoś polityka nie mają dużej wartości i są wykorzystywane jedynie w politycznym teatrze. Takie groźby i zapowiedzi mogą się przyczynić do utraty zaufania względem polityków oraz względem instytucji państwowych.

Źródła:

Zostaw odpowiedź

CYTAT DNIA

Kraj cywilizowany to taki, w którym ludzie nie muszą tracić czasu na politykę

~ Javier Cercas

Odkryj więcej z Stowarzyszenie Pax Politica

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej